Przejrzeć na wylot: jednolita teoria nerdostwa

12 minute read

Oryginał: Sarah Perry (Sister Y), Trying to See Through: A Unified Theory of Nerddom, 2012
Przekład i redakcja: Michał Kaftanowicz, lipiec 2015


Istnieje, jak sądzę, pojedyncza cecha, która określa i jednoczy społeczność poznawczą, do której należymy Ty i ja, jeżeli to czytasz – społeczność nerdów. Współcześnie określamy się często jako racjonaliści, sceptycy lub ateiści, interesujemy się poznawaniem i błędami poznawczymi; bierzemy kwas na wyjeździe na Burning Man. Czytamy filozofię analityczną, fantastykę naukową i LessWrong. Jesteśmy inteligentni, niezręczni w sytuacjach społecznych, większość z nas to mężczyźni. Czy jest na to jakaś dobra nazwa?

Świadome śnienie

Inteligencja i niezręczność społeczna częściowo wyjaśniają wiele charakterystyk naszej społeczności, ale to nie jest ta cecha, którą mam na myśli. Można ją wyjaśnić przez analogię do świadomego śnienia (którym, swoją drogą, wielu spośród nas się interesuje). Sny zwykle potrafią nas zmylić; pomimo ich niespójności, bierzemy je za prawdę.

Z czasem, przy pewnym wysiłku, możesz nauczyć się robić “testy rzeczywistości” [reality checks] na jawie; na przykład próbować przeniknąć palcami przez ścianę albo oddychać z zatkanym nosem. Kiedy pytanie “czy ja śnię?” i sprawdzanie spójności dostatecznie utrwali się w twojej codzienności, być może zaczniesz wykonywać te testy również we śnie. Jeśli ci się uda, twoją nagrodą będzie wejrzenie niedostępne dla większości ludzi: wiedza, że jesteś wewnątrz snu.

Sny pokazują, że nasze mózgi (a nawet mózgi szczurów) są zdolne do wytwarzania złożonych, pochłaniających, w pełni przekonujących symulacji. Jawa również jest rodzajem snu. Nasza świadomość istnieje i ma przed sobą pewne szczególne aspekty rzeczywistości. Widzimy to, co widzimy, bo sprzyja to przystosowaniu, nie dlatego, że to prawda. Nerd to człowiek, który zauważa, że coś tu nie gra – i chce się dowiedzieć, co się naprawdę dzieje.

Nasi tu byli

Wspólne przekonanie – rzeczywistość społeczna – i świętość, którą wytwarza, to właśnie te zniekształcające filtry, które jesteśmy w stanie zauważyć (i które możemy przejrzeć na wylot). Nie tylko jesteśmy mniej, niż normalni ludzie, zdolni do odczuwania społecznej i świętej rzeczywistości; co gorsza, jesteśmy uzależnieni od przyjemnego poczucia wglądu, gdy próbujemy przejrzeć ją na wylot jeszcze bardziej. Autyzm jest w naszej społeczności częstszy niż poza nią; podobnie depresja. Autyzm wiąże się z osłabioną zdolnością do modelowania cudzych mózgów w normalny, społeczny sposób; ta niezdolność przenosi się nawet na modelowanie umysłu Boga, bo między autyzmem a wiarą w Boga jest ujemna korelacja. Osoba autystyczna prędzej niż neurotypowa zauważy istnieje społecznej rzeczywistości; można powiedzieć, że osoba autystyczna robi test rzeczywistości jak w świadomym śnieniu, ale w odniesieniu do wielkiego snu społecznego, przy każdym niepojętym (dla niego) ludzkim działaniu, które widzi.

Łagodna depresja pozbawia codzienne życie przyjemnych odczuć; uszkadza mechanizm pielęgnowania świętości, odrębny od obwodów odpowiedzialnych za teorię umysłu, które blokuje autyzm. W depresji znaczenie ulega dekonstrukcji; społeczne więzi słabną. Idee i rzeczy, dla normalnego człowieka przepełnione znaczeniem, dla człowieka z depresją są jak puste łupiny. Zwodnicza moc społecznych i sakralnych złudzeń działa słabiej na człowieka z depresją, podobnie, jak inne zdrowe złudzenia, takie jak złudzenie kontroli. To niekoniecznie jest dla niego dobre, bo samooszukiwanie jest mocno związane ze szczęściem; pociecha z wnikliwości nie musi wcale zrównoważyć utraty poczucia świętości, jeśli chodzi o osobiste poczucie szczęścia. Nasz groteskowo przerośnięty instynkt wnikliwości raczej nie sprzyja przystosowaniu, do tego prawdopodobnie nie daje nam żadnych osobistych korzyści. Ekstremiści – ci najbardziej zdolni do odczuwania społecznej i sakralnej rzeczywistości – są najszczęśliwsi.

Między płciami nie ma różnicy w IQ – jeśli chodzi o średnią. Różnice między plciami pokazują się dopiero na wysokim i niskim krańcu rozkład; mężczyźni częściej niż kobiety mają bardzo wysoki lub bardzo niski iloraz inteligencji. Z drugiej strony, stopień zorientowania na społeczną i sakralną rzeczywistość różni się między płciami, również co do średniej. Kobiety są bardziej religijne od mężczyzn i bardziej zorientowane w kierunku rzeczywistości społecznej i sakralnej. Ta różnica zarysowuje się pewnie jeszcze mocniej w ekstremach (podobnie jest z autyzmem). Członkowie naszej społeczności, jak przypuszczam, są selekcjonowani pod kątem silnej zdolności do przejrzenia na wylot społecznych i sakralnych iluzji; albo, z drugiej strony, pod kątem słabej zdolności do odczuwania społecznej i sakralnej rzeczywistości. To tłumaczy drastyczne skrzywienie naszych proporcji płci lepiej niż inteligencja.

Rekursja i samoodwołanie to zespalające motywy naszej społeczności. Bez przerwy próbujemy wyjść z siebie i stanąć obok. Nasze upodobanie do abstrakcji z jednej strony, a psychodelików z drugiej, karmią nasze uzależnienie od wnikliwości – od lepszego rozumienia podmiotu rozumiejącego. Nie palimy marihuany tylko dla śmiechu przy wyjadaniu mieszanki na brownies, ale dla miejsc w pierwszym rzędzie z widokiem na nasze własne poznanie. Pożądamy wnikliwości, ale i meta-wnikliwości. To przez tę wielowarstwową świadomość nasz stosunek do wieloznaczności jest tak skomplikowany: jesteśmy jej świadomi i pragniemy ją jednocześnie przyjąć oraz przegnać (tak, jakby to było możliwe). Jesteśmy świadomi, że informacja przejawia się na więcej niż jednym poziomie abstrakcji (lub szczerości); niektórzy z nas przyłączają się do gry i komunikują na kilku poziomach jednocześnie, a inni liczą na osiągnięcie czytelnego postępu poprzez szczerość.

Nasze zafascynowanie “meta-“ – dostrzeganiem nastęnego poziomu abstracji, stosowaniem reguł do ich samych – jest tożsama z tym instynktem przejrzenia na wylot. Wielu ludzi, którzy nominalnie należą do naszej społeczności, ma z tym problem, bo nie są prawdziwie nasi pod względem poznawczym. Dla nich “meta” jest oglądanie musicalu Doctor Horrible w Monster House w przebraniach postaci z musicalu Doctor Horrible. Niech tak będzie, ale sądzę, że trzeba rozróżnić prawdziwe, poznawcze podstawy naszej społeczności i kulturowe zamieszanie wynikające z nadmiernej inkluzywności naszej kultury.

Fantastyka naukowa zespalała naszą kulturę przez pokolenia, bo była niezawodnym źródłem pojmografii [1]. Opowiadania Philipa K. Dicka, na przykład, zawierają silne, stężone dawki wglądu. Ale istnieje kolejna warstwa czegoś, co nazywa się fantastyką naukową, przeznaczona dla publiczności szerszej niż uzależnieni od wglądu wierni fani, która tylko przetwarza fantastyczno-naukowe motywy, nie zaspokajając potrzeby wnikliwości. Dlaczego tak wielu z nas uwielbia Juliana Jaynesa, mimo, że to oszołom, który pisze oczywistą nieprawdę? Bo to satysfakcjonująca, niesamowita fantastyka naukowa; pojmografia, która zaspokaja. Jej nieprawdziwość nie zmniejsza przyjemności, którą daje, tak jak nie psuje zabawy fikcyjna natura zagadek na myślenie lateralne.

Jesteśmy świadomi, że jesteśmy wcielonymi bytami z ego, ale bez przerwy próbujemy jakoś to obejść – orientując się przy tym, na innym poziomie abstrakcji, że nigdy nie będziemy w stanie stracić naszej wcielonej perspektywy ani myśleć przy pomocy czegoś innego niż nasze ukształtowane przez ewolucję mózgi. Kolejne warstwy samochwalczego umniejszania siebie pokazują nasze skomplikowane relacje z samym sobą.

Być może na początku byliśmy niezręczni społecznie – nie umieliśmy automatycznie postrzegać wszystkich tych społecznych subtelności, które nasi normalni równieśnicy zauważali instynktownie. Niektórzy z nas rozpracowali relacje społeczne, używając do tego części naszych mózgów nieprzystosowanych do tego celu; ale większość z nas doświadcza normalnych, ludzkich pragnień relacji społecznych, przyjaźni, związków i seksu, tym bardziej, jeśli mamy z nimi problemy.

Ale nasze wzajemne przyciąganie to więcej niż zwierzęce pragnienie towarzystwa.

Zdajemy sobie sprawę z ograniczenia naszych własnych małpich mózgów. Zastanawiamy się, czy łącząc je z cudzymi małpimi mózgami, moglibyśmy stworzyć Supermózg zdolny do wnikliwości nieosiągalnej dla nas jako pojedynczych osobników. Szukamy nie jakiejś zwyczajnej społeczności, ale społeczności poznawczej.

Wielu z nas daje się złapać w pułapki. Poznajemy potężne źródła pojmowania (ateizm, feminizm, teorie spiskowe) i zaczynamy myśleć, że tłumaczą wszystko. Poświęcamy się swoim wywalczonym, ale ograniczonym źródłom wglądu, aż skamienieją, chroniąc nas przed traumą (ale i przyjemnością) dalszej wnikliwości.

Wielu z nas przyzwyczaja się do tego, że mamy rację, a inni się mylą. To ogranicza naszą zdolność do rozumienia świata, bo świat składa się z ogromu stworzeń, z których każde myli się na wiele fascynujących sposobów, a żadne z nich nie widzi tylko samej prawdy. Folklorystka Linda Degh zainspirowała mnie swoją publikacją o teorii spiskowej “sfałszowanego lądowania na Księżycu”, w której badała te przekonania jako folklor, zamiast zwyczajnie potępić je jako nieprawdziwe, co wydaje mi się obiecującym podejściem. Żeby zbliżyć się do rzeczywistości, lepiej badać i rozumieć dziwne przekonania, niż odrzucać je bez zbadania. Badanie dziwnych przekonań może być jak test rzeczywistości ze świadomego śnienia, potrzebny po to, żeby zbadać nasze własne, pozornie normalne przekonania. Najbardziej satysfakcjonujący i użyteczny wgląd to meta-wgląd; wgląd we własne procesy poznawcze.

Smutny stan pojmografii

Duża część ludzkiej kultury skupia się na stymulowaniu pragnienia humoru; inaczej jest z blisko powiązanym, ale odrębnym od niego pragnieniem wglądu i pojmowania. “Pojmografia”, na ile istnieje, ma niewielkie kulturowo znaczenie w porównaniu z humorem i jest, ogólnie rzecz biorąc, znacznie niższej jakości. Zagadki, opowiadania kryminalne, a może i komentarze polityczne, pobudzają instynkt wglądu w osłabionym stopniu; to potrafią nawet najprostsze gry w rozpoznawanie wzorców. Ale jego udział w rynku to ledwie ułamek udziału rynkowego komedii. Nie jest nam dana sztuka, która mogłaby zaspokoić nasze pragnienia. Musimy polegać na sobie nawzajem i na świecie, żeby zaspokoić naszą ciekawość, nudę i rozstrój słodkimi źródłami wglądu.

Dlaczego sztuki w służbie humoru jest więcej, i lepszej jakości, niż sztuki w służbie wnikliwości? Jeśli chodzi o humor, różnice płciowe są jasne: mężczyźni produkują więcej humoru (i oczekuje się tego od nich), a kobiety więcej go konsumują (czego też się od nich oczekuje). Humor może mieć konsekwencje jako wskaźnik jakości partnerów. Wgląd jest bardziej niebezpieczny, i, jak sądzę, mogą istnieć różnice płciowe w postawie wobec wglądu. W przeciwieństwie do humoru, kobiety nie są, generalnie, specjalnie zainteresowane zagadkami i pojęciami; mężczyźni są zarówno głównymi producentami, jak i konsumentami sztuki wglądu takiej, jak zadania szachowe i gry strategiczne. Humor może być dobrym kryterium wyboru partnera; to bezpieczny, dobry wskaźnik jakości czyjegoś umysłu. Wgląd nie jest bezpieczny, a nawet może wskazywać na brak skłonności do współpracy (w przeciwieństwie do, na przykład, religii z jej wartością przystosowawczą). To może tłumaczyć, dlaczego w Los Angeles jest mnóstwo klubów komediowych i ani jednego klubu miłośników zagadek lateralnych (jeśli znacie jakiś, dajcie znać). Humor może nawet uodparniać na niebezpieczne idee, takie jak ewolucja czy religia.

Poznawcze wypchnięcie z rzeczywistości daje przyjemny dreszczyk – kiedy świat poniżej znika, jak na diabelskim młynie. Niekoniecznie wierzymy w niesamowite twierdzenia, jakoby na przykład Średniowiecza nigdy nie było, ale myślenie, jak niepewna jest nasza wiedza na takie tematy, jest ekscytujące i poruszające.

Pod pewnymi względam domena sztuk wizualnych radzi sobie lepiej niż nauka z promowaniem nerdowskiego ideału przejrzenia na wylot społecznych i uświęconych iluzji. Przez stulecia sztuka i nauka szły podobnymi ścieżkami, gromadząc pojmowanie i przechodząc zmiany paradygmatu: proporcje dziecięce i perspektywa w sztuce, heliocentryzm i teoria zarazków w nauce. W ciągu kilku ostatnich stuleci sztuka przeszła przez kilka cykli budzenia się, spoglądania na siebie i pożerania samej siebie, od kubizmu po “artystyczne” pisuary; nauka natomiast dopiero rozpoczyna pierwszy cykl meta-nauki, czyli badania sposobu stosowania swoich metod swoimi własnymi metodami.

Ciężkie choroby psychiczne są wśród malarzy i rysowników tak częste, że w zasadzie stanowią kryterium zawodowe; są rzadsze wśród uczonych (choć nie tak rzadkie w abstrakcyjnej matematyce i filozofii). Są ku temu dobre powody, oczywiście, ale efekt selekcji jest poznawczo istotny. Nauka radzi sobie lepiej niż sztuka (i trochę lepiej niż matematyka i filozofia) z chronieniem się przed radykalnie odmiennymi sposobami myślenia, takimi, jak wgląd w samą siebie. (…) [2]

Nauczyliśmy się gloryfikować pojmowanie samo w sobie. Jeśli rzeczywiście chcemy tak robić, musimy oduczyć się przywiązania do jakichkolwiek konkretnych pojęć czy prawd. Każda rzecz nadaje się na ofiarę wygłodniałego instynktu uzależnionych od wglądu. Jeżeli kwestionowanie naszych skostniałych pojęć jest bolesne, jak wspomnieliśmy wcześniej w temacie teorii spiskowych, to czy przynależność do społeczności poznawczej takiej jak nasza nie jest równoważna z zaakcepowaniem tego ryzyka? Możemy litować się nad resztą ludzkości do tego stopnia, że powstrzymujemy się przed mieszaniem się w ich zdrowe, wygodne, skostniałe wierzenia, ale czy nasza wspaniałomyślność nie powinna wyparować, gdy uświadomimy sobie, że to oni rządzą nami i kontrolują nas w oparciu o ich głupiutkie świętości?

Dziecko z Nowych szat cesarza to jeden z nas. Najprawdopodobniej jest autystyczny – większość dzieci, nawet w młodym wieku, wyczuwa społeczne świętości i bierze je pod uwagę (może nawet psy to potrafią) – ale nie on. To niesamowite, że ta historia przetrwała. Taka porządna, stara historia – pozwala nam radzić sobie ze strachem i niepewnością, które towarzyszą naszej mglistej świadomości społecznego fałszu. Czy to dziecko znajdzie jakichś poznawczych rówieśników, którzy się z nim zgodzą? Podtrzymuje nas na duchu mit, według którego błąd, gdy ktoś go wskaże, staje się oczywisty i zostaje poprawiony. Bardziej prawdopodobne jest, że takie dziecko zostanie zakrzyczane lub zabite. Jesteśmy jak te dzieci, które wołają do siebie – szeptem, żeby większa grupa nie chciała nas za to ukarać.

Addendum: Kilka dzieł pojmograficznych

Zbiór pojmografii na całkiem wysokim poziomie. Na tej liście nie czynię rozróżnienia pomiędzy rzeczami, które według mnie dają prawdziwy wgląd w rzeczywistość, a takimi, które dają tylko poczucie pojmowania bez lepszego zrozumienia rzeczywistości. Takie rozróżnienie jest istotne pod innymi względami, ale nie pod względem pobudzania ośrodka nagrody, które opisuję.

Liczymy, że inni podzielą się najlepszym towarem z obcych nam dziedzin, na których się znają.

Julian Jaynes
Jean Baudrillard
błędy poznawcze
psychologia ewolucyjna, np. Daly & Wilson
symulacjonizm (od czasów Kartezjusza)
Bladerunner i kwestionowanie wspomnień
Philip K. Dick, zwłaszcza krótkie opowiadania
ateizm, wysoki krytycyzm, religioznawstwo
Talmud (Tora i komentarze)
Ribbonfarm
teorie spiskowe, np. fałszywe lądowanie na Księżycu, hipoteza czasu widmowego
folklor (Linda Degh, V. Propp, Dan VanArsdale)
Kurt Vonnegut
Michael Swanwick (zwłaszcza Bones of the Earth)
Thomas Pynchon
fenomenologia
zagadki na myślenie lateralne
“Synchroniczność” (Jung)
Wodna Małpa
Roy Baumeister (Meanings of Life, społeczna funkcja świadomości)
kontrarianizm (wgląd we wzorce w cudzych przekonaniach)
William Gibson
Neil Stephenson
Walter Gieseking
Monk, Coltrane, Miles Davis
świadome śnienie
Philippe Rochat, Others In Mind
Wisconsin Death Trip (Michael Lesy)
Radiolab
marihuana
ketamina
Joseph Cornell
Objaśnianie marzeń sennych (Freud)
Infinite Jest
John Thorne (np. Outlaw Cook)

Drugie addendum: w którym autorka wyjaśnia swój stosunek do pojmografii

Ten post zrobił się popularny! Zauważyłam, że moja tendencja to używania dysfemizmów na rzeczy, które lubię, spowodowała wielkie nieporozumienie – jakoby “pojmografia” była złem samym w sobie. Wręcz przeciwnie, sądzę, że do pojmografii zaliczają się najlepsze dzieła ludzkiej kultury.

Po pierwsze, jeśli chodzi o gorsze odmiany pojmografii, to chodzi mi nie to, że obiecują mądrość, której w nich nie ma, ale tylko o to, że nie nadają się dla ludzi z prawego skraju rozkładu inteligencji/ciekawości. Po drugie, problem mam (jeśli jakiś mam) nie z pojmografią samą w sobie; jestem sceptyczna wobec uczucia pojmowania w ogólności.

Uczucie wesołości (reakcja na humor) to, według autorów Inside Jokes, odpowiedź układu nagrody na odkrycie sprzeczności we własnej przestrzeni umysłowej; jedno z założeń, które się przyjmowało, okazuje się nieprawdziwe. To wykrywacz niedopasowania. Wgląd, z drugiej strony, to wykrycie dopasowania – wykrycie wzorca pozwalającego skompresować informacje, które wcześniej wymagały więcej przestrzeni do reprezentacji. (Tę samą hipotezę, w odnieseniu do muzyki, rozpatruje Nicholas Hudson w swoim artykule “Muzyczne piękno i kompresja informacji: Złożone dla ucha, ale proste dla umysłu?”)

Z poznawczego punktu widzenia humor jest dużo bezpieczniejszą niż wgląd drogą do poprawnego myślenia. Uczucie humoru wykrywa problem, który najpewniej rzeczywiście jest problemem; wgląd, niestety, często daje tylko złudzenie lepszego, bardziej eleganckiego modelu świata. To, co dysfemistycznie nazwałam pojmografią ma wartość jako źródło uczucia wglądu, ale powinniśmy być bardziej podejrzliwi co do tego, czy to uczucie rzeczywiście reprezentuje większą mądrość albo lepszy model maszynerii świata. Przełomowe pojmowania często dają dokładniejsze i bardziej eleganckie modele świata – pisało tym Hudson w zalinkowanym wyżej artykule, dając przykłady Darwina, Einsteina i innych. Ale ktoś, kto dużą część swojego życia przeżywa w poczuciu pojmowania, nie musi wcale mieć dokładniejszego i bardziej eleganckiego modelu rzeczywistości niż ktoś, kto tego uczucia doświadcza rzadziej. Zaleca się ostrożność.


Przypisy tłumacza:
[1] Pojmografia, czyli pornografia pojmowania/wnikliwości/wglądu – w oryginale insight porn. Poszukiwania przy użyciu Google z włączonym zakresem czasowym pokazują, że ten tekst nie jest pierwszym, w którym pojęcie insight porn się pojawia, ale to on go spopularyzował.
[2] W tym miejscu w oryginale następuje długa dygresja na temat filmu Zeitgeist, mniej ciekawa i bez związku z resztą tekstu. Pozwoliłem sobie ją wyciąć.